Porażka Zagłębia z Katowicami. Kibice rozgoryczeni
Takiego początku rundy wiosennej kibice Miedziowych z pewnością się nie spodziewali. Po słabym występie KGHM Zagłębie Lubin przegrało na własnym stadionie z GKS-em Katowice 0:2. Bramki dla gości zdobyli Bartosz Nowak oraz Arkadiusz Jędrych. Lubinianie przez większość spotkania sprawiali wrażenie zespołu zagubionego i bezradnego, a porażka była w pełni zasłużona.
Mecz od pierwszych minut ułożył się niekorzystnie dla gospodarzy. Już w 2. minucie GKS Katowice objął prowadzenie po precyzyjnym strzale Bartosza Nowaka. Chwilę później podopieczni Leszka Ojrzyńskiego mogli doprowadzić do wyrównania, jednak uderzenie głową Michała Nalepy minęło poprzeczkę. W 19. minucie goście byli bliscy podwyższenia wyniku, lecz po strzale Borjy Galana z lewej strony pola karnego znakomitą interwencją popisał się Jasmin Burić.
W kolejnych fragmentach pierwszej połowy do głosu doszli Miedziowi. Po dośrodkowaniu Damiana Dąbrowskiego niewiele zabrakło, by do siatki trafił Michalis Kosidis – piłka minęła bramkę dosłownie o centymetry. Kwadrans przed przerwą Mateusz Kowalczyk spróbował szczęścia strzałem z dystansu, jednak bramkarz Zagłębia nie dał się zaskoczyć. Do przerwy wynik nie uległ zmianie i gospodarze schodzili do szatni, przegrywając 0:1.
Po zmianie stron inicjatywę ponownie przejęli piłkarze GKS-u Katowice. W 49. minucie Mateusz Kowalczyk oddał strzał z dalszej odległości, lecz wyraźnie chybił. Chwilę później goście dopięli swego – po stałym fragmencie gry Arkadiusz Jędrych podwyższył prowadzenie na 2:0.
Po godzinie gry Jesus Diaz dogrywał do Filipa Kocaby, który próbował zaskoczyć bramkarza rywali, jednak zabrakło precyzji. W kolejnych minutach Zagłębie dążyło do zdobycia bramki kontaktowej, lecz brakowało płynności i kreatywności w ofensywie. W doliczonym czasie gry jeszcze jedną okazję miał Michalis Kosidis, jednak jego strzał był niecelny.
Po meczu rozczarowania nie krył trener Miedziowych, Leszek Ojrzyński.
– Przede wszystkim gratulacje dla drużyny GKS-u Katowice, bo wygrała zasłużenie. Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby zdobyć chociaż jeden punkt. Bramka stracona na początku meczu nie oznacza tragedii, bo było jeszcze dużo czasu na odrobienie strat. Swoich szans szukaliśmy głównie po stałych fragmentach gry i w fazach przejściowych. Druga bramka padła po stałym fragmencie bez żadnego krycia. Mieliśmy twierdzę, o której głośno się mówiło, ale już w pierwszym meczu wszystko się posypało. Na szczęście kolejny mecz gramy już w piątek, więc szansa na szybką rehabilitację jest bardzo blisko. Warunki pogodowe nie sprzyjają treningom, co przekłada się także na problemy zdrowotne zawodników. Niewykluczone, że po tym spotkaniu lista kontuzjowanych się powiększy – mówił szkoleniowiec na konferencji prasowej.
W kolejnym spotkaniu ligowym, zaplanowanym na 6 lutego, Zagłębie Lubin zmierzy się na wyjeździe z Koroną Kielce.
